Co sie zdarzyło przed egzaminem na prawo jazdy

Dodano 7 listopada 2016, w Bez kategorii, przez marsylia

Przypomnialo mi sie dzisiaj co sie stało zaraz przed egzaminem na prawo jazdy. Wtedy dla mnie to była tragedia, a teraz jak to tak wspominam to mi sie smiac chce i zastanawiam sie, co mi wogóle odbiło. Mój pierwszy raz…pierwszy powazny egzamin. Pojechalam na niego z mamą, zawsze raźniej. Jechalysmy autobusem, od samego rana byłam podejrzanie spokojna. Gdy dojeżdżałyśmy do przestanku przed word zaczelam sie mocno stresować, zachciało mi sie płakac ze strachu ale nic, mówiłam sobie „dasz radę, to nie koniec świata” Dobra jest, wysiadlysmy z autobusu i zaczelysmy iść w kierunku word. Po drodze jest kościół, naprzeciwko  ośrodka heh. Tragedia miala jednak dopiero nadejść. Bylysmy juz kilka kroków od kościoła, gdy nagle z parkingu ktory jest pod kościółem wyjezdza sobie „pojazd egzaminacyjny”. Jechał w nasza stronę, gdy był jakoś naprzeciwko nas, wpadłam w histerie xD  hahaha to była masakra. Żeby to jeszcze rozplakac sie tak po cichu, a ja wydałam z siebie najpierw taki pisk a potem zaczęłam tak bardzo płakać, ze szok. To tak, jak sa małe dzieci w sklepach czy gdziekolwiek, nagle ryknie. Ze mną było to samo, mama musiala mnie uspokajać, musiałam usiąść odprezyc sie. Po paru minutach zauważyłam następny egzamin. Znowu zachcialo mi sie tak samo wyć jak wcześniej. Ja sie  dziwie, ze wogole sie uspokoilam, i dalam radę sie skupić na zadaniach na teście teoretycznym. Jak przyszła moja kolei  i musiałam wyjść na płac manewrowy byłam nadal „spieta jak baranie jaja” hahah. Jakoś dałam radę potem zdać. Po egzaminie jak juz dostałam papiery to praktycznie od razu zaczelam jeździć, glownie w weekendy do centrum handlowego, niedaleko mnie. Szczerze to na poczatku bałam sie jezdzic jak cholera. Patrzac na to z perspektywy czasu zauważyłam, ze przez te 2 lata zrobiłam duzy progres! :) Jak na poczatku balam sie jezdzic na takich malych odleglosciach, to teraz nie boje sie jechac do Katowic. Na poczatku jak dostałam auto to nadal nie jeździłam zbyt pewnie. Teraz jeżdżę jak rakieta, czasem jestem nieustraszona. Tata potem powiedział, ze niedługo a będę jezdzic lepiej od niego :D Z biegiem czaseu zauwazylam u siebie tendencje do wymądrzania sie. Typu: Ten typ tak to zrobil,  a powinien inaczej. Ona robi to czy tamto źle. Czasem jestem za dobra, a czasem muszę sie gdzies na chama wcisnąc, bo nie przepuszczą. I nie tylko mnie. Widziałam wiele razy, ze ktos stał jak baran i nikt nie wpuścil. Żeby nie było… Staram sie być grzeczna, nie pchać sie (chyba,  ze juz naprawdę nie ma wyjścia) i nie trabić. W sumie tez niewiele mnie denerwuje, np jak ktos mi sie wepcha albo zajedzie, co nie raz sie zdarza. Moim zdaniem to chyba najgorzej jeżdżą” złotowy”. Czasami wydaje mi sie, ze naoglądali sie za dużo filmu Taxi xD. Masakra, jakby malpe wpuścił za kierownice hahaha, moze nie każdy, ale zawsze jak widzę jak jakiś jedzie to zawsze coś odpali :3 . Nie dość, ze szybko to jeszcze na czerwonym, czy po ciągłych. A i to jeszcze półbiedy.Trochę  tego jest, ale juz sie nie będę rozwodzić na ten temat. Jak jest każdy wie :D

Oto moja historia i spostrzezenia dotyczace tego co dzieje sie na drogach pisane na prędce :))

PS. A propo stresu. Potrafi mnie sparalizowac. Jak to niektórzy mówią, ze jak ktos nie umie jeździć to nie zda, to nie wina stresu. Może nie zawsze, ale ja jestem przykładem, ze mogę być mega przygotowana, wykuta, a ze strachu nie wiem co mma powiedzieć, plącze mi sie język. Ciężko jest, jeszcze jak ktos nie umie sie uspokoić. Wtedy bylo znosnie. Teraz jest masakra. Jak zaczynam sie stresować to zaczynam sie dusić…Straszne. Nie wiem co by było, jakbym miała teraz zdawać. 7 cześć dziadów by sie odpierdalała hahaha.

 

Otagowane:  

Komentowanie zostało wyłączone.


  • RSS