Co sie zdarzyło przed egzaminem na prawo jazdy

Dodano 7 listopada 2016, w Bez kategorii, przez marsylia

Przypomnialo mi sie dzisiaj co sie stało zaraz przed egzaminem na prawo jazdy. Wtedy dla mnie to była tragedia, a teraz jak to tak wspominam to mi sie smiac chce i zastanawiam sie, co mi wogóle odbiło. Mój pierwszy raz…pierwszy powazny egzamin. Pojechalam na niego z mamą, zawsze raźniej. Jechalysmy autobusem, od samego rana byłam podejrzanie spokojna. Gdy dojeżdżałyśmy do przestanku przed word zaczelam sie mocno stresować, zachciało mi sie płakac ze strachu ale nic, mówiłam sobie „dasz radę, to nie koniec świata” Dobra jest, wysiadlysmy z autobusu i zaczelysmy iść w kierunku word. Po drodze jest kościół, naprzeciwko  ośrodka heh. Tragedia miala jednak dopiero nadejść. Bylysmy juz kilka kroków od kościoła, gdy nagle z parkingu ktory jest pod kościółem wyjezdza sobie „pojazd egzaminacyjny”. Jechał w nasza stronę, gdy był jakoś naprzeciwko nas, wpadłam w histerie xD  hahaha to była masakra. Żeby to jeszcze rozplakac sie tak po cichu, a ja wydałam z siebie najpierw taki pisk a potem zaczęłam tak bardzo płakać, ze szok. To tak, jak sa małe dzieci w sklepach czy gdziekolwiek, nagle ryknie. Ze mną było to samo, mama musiala mnie uspokajać, musiałam usiąść odprezyc sie. Po paru minutach zauważyłam następny egzamin. Znowu zachcialo mi sie tak samo wyć jak wcześniej. Ja sie  dziwie, ze wogole sie uspokoilam, i dalam radę sie skupić na zadaniach na teście teoretycznym. Jak przyszła moja kolei  i musiałam wyjść na płac manewrowy byłam nadal „spieta jak baranie jaja” hahah. Jakoś dałam radę potem zdać. Po egzaminie jak juz dostałam papiery to praktycznie od razu zaczelam jeździć, glownie w weekendy do centrum handlowego, niedaleko mnie. Szczerze to na poczatku bałam sie jezdzic jak cholera. Patrzac na to z perspektywy czasu zauważyłam, ze przez te 2 lata zrobiłam duzy progres! :) Jak na poczatku balam sie jezdzic na takich malych odleglosciach, to teraz nie boje sie jechac do Katowic. Na poczatku jak dostałam auto to nadal nie jeździłam zbyt pewnie. Teraz jeżdżę jak rakieta, czasem jestem nieustraszona. Tata potem powiedział, ze niedługo a będę jezdzic lepiej od niego :D Z biegiem czaseu zauwazylam u siebie tendencje do wymądrzania sie. Typu: Ten typ tak to zrobil,  a powinien inaczej. Ona robi to czy tamto źle. Czasem jestem za dobra, a czasem muszę sie gdzies na chama wcisnąc, bo nie przepuszczą. I nie tylko mnie. Widziałam wiele razy, ze ktos stał jak baran i nikt nie wpuścil. Żeby nie było… Staram sie być grzeczna, nie pchać sie (chyba,  ze juz naprawdę nie ma wyjścia) i nie trabić. W sumie tez niewiele mnie denerwuje, np jak ktos mi sie wepcha albo zajedzie, co nie raz sie zdarza. Moim zdaniem to chyba najgorzej jeżdżą” złotowy”. Czasami wydaje mi sie, ze naoglądali sie za dużo filmu Taxi xD. Masakra, jakby malpe wpuścił za kierownice hahaha, moze nie każdy, ale zawsze jak widzę jak jakiś jedzie to zawsze coś odpali :3 . Nie dość, ze szybko to jeszcze na czerwonym, czy po ciągłych. A i to jeszcze półbiedy.Trochę  tego jest, ale juz sie nie będę rozwodzić na ten temat. Jak jest każdy wie :D

Oto moja historia i spostrzezenia dotyczace tego co dzieje sie na drogach pisane na prędce :))

PS. A propo stresu. Potrafi mnie sparalizowac. Jak to niektórzy mówią, ze jak ktos nie umie jeździć to nie zda, to nie wina stresu. Może nie zawsze, ale ja jestem przykładem, ze mogę być mega przygotowana, wykuta, a ze strachu nie wiem co mma powiedzieć, plącze mi sie język. Ciężko jest, jeszcze jak ktos nie umie sie uspokoić. Wtedy bylo znosnie. Teraz jest masakra. Jak zaczynam sie stresować to zaczynam sie dusić…Straszne. Nie wiem co by było, jakbym miała teraz zdawać. 7 cześć dziadów by sie odpierdalała hahaha.

 

Otagowane:  

Moje paranormalne doświadczenie!!

Dodano 3 listopada 2016, w Bez kategorii, przez marsylia

Dwa dni temu miałam dodać straszną historie, moje przeżycie paranormalne. Nie dodałam go wcześniej bo było już późno, jakbym to miała sobie dokładnie przypomnieć o tej porze to nie mogłabym spać w nocy, ale nie ważne ;D

Było to rok temu. Mama wysłała mnie do babci po list. Było już dość późno, ale nie było całkowitej ciemności. Już zaczęłam się szykować, słuchawki do uszu i ciśniemy. Pod drzwi wejściowe do domu mojej babci prowadzi długi podjazd, lekko pod górę. Dochodzę do łuku podjazdu ( stamtąd jest widok już na schody do domu i ogólnie na podwórze. Patrzę, nad schodami świeci się światło, a przy schodach ktoś stoi. Tak stoję przez moment i patrzę kto to jest. Dodam, że w tym samym domu mieszka jeszcze mój kuzyn, moja ciocia i wujek. Przyglądam się i zastanawiam się, czy to może wujek albo kuzyn. Ta postać miała praktycznie identyczny wzrost. Nie widziałam jej twarzy, stała do mnie bokiem i nie widzę dokładnie rysów  twarzy.Postać też była, od góry do dołu mleczna. Tak na początku myślałam, że to przez światło, ale bez  przesady. Idąc zawsze wydaje się jakiś odgłos, tym bardziej mnie to zdziwiło, bo zazwyczaj jak ktoś idzie to się spogląda w stronę tej osoby, a tu żadnej reakcji. Gdyby to był mój wujek to reakcja byłaby natychmiastowa  tak samo w przypadku kuzyna. Postanowiłam, że sama się odezwę. Podeszłam jeszcze ze dwa lub trzy kroki i powiedziałam „Hej” Tak przyjaźnie, normalnie jak się z kimś wita, a nie tak na żywca”HEJ !” Postać się odwróciła twarzą do mnie, z powrotem w stronę schodów i ruszyła wprost na nie. Nie widziałam twarzy, tzn twarz była, ale nie miała konkretnych rysów, nie było widać linij ust, oczu czy nosa. Ostro się zdziwiłam i zdruzgotałam prawdę mówiąc. No ale, ruszyłam w stronę schodów patrzę, na schodach obok schodów nikogo nie ma. Przy drzwiach wejściowych jest tam taki mały taras. Za nim jest mini ogródek a jeszcze dalej wnęka i w tej wnęce okno do pokoju mojej babci. Wszędzie się rozejrzałam, zajrzałam pod okno za ogródek, za taras. Nic. Nikogo nie ma. Stwierdziłam, że wejdę już do domu. Gdy już weszłam spojrzałam na drzwi, wszystkie były zamknięte. Pomyślałam, olać to! Przy okazji nie wspomniałam o tym babci, ani nawet mamie jak przyszłam już do domu. Jakoś po drodzę do domu odpłynęłam i przestałam nawet  myśleć  o tym co się odjebało na moich oczach ;D Mija kilka dni, nie wiem czy czasem nie ponad tydzień, ale nie ważne. W końcu przyszła do nas babcia w odwiedziny. W tym momencie przypomniała mi się ta sytuacja. Spytałam jej czy jak byłam u niej ostatnio to ktoś wychodził z domu. Moja babcia, raczej o takiej rzeczy by wiedziała, bo ma okno w takim miejscu, że wszystko mniej więcej widać. Mówiła też, że nie słyszała dźwięku otwieranych drzwi. Nie wiem czy to było przed przyjściem babci czy po tym jak poszła, ale zaczęłam nad tym myśleć. Stwierdziłam, że coś było nie tak, bardzo nie tak. Na miejscu nie rozkminiałam o tym co się dzieję, nie wiem nawet dlaczego. Wypisze kilka rzeczy które, dopiero w domu wydały mi się dziwne i nienaturalne.

1. Postać.   Gdyby to był ktoś z mojej „żywej’ rodziny, to widać byłoby rysy twarzy kolor ubrań, wszystko. Wiadomo…nie raz widziałam kogoś w półmroku i dostrzegłam w co jest obrany. W tym przypadku, jak napisałam wcześniej. Postać była mleczno biała. Cała, ciało, obrania, włosy. Z twarzą to samo, widziałabym jakieś rysy, jaki ma nos oczy itp. Rozpoznałabym od razu wujka, kuzyna czy kogokolwiek. Światło też. W ciemności mam dość dobrą orientację. Co dopiero jak jest półmrok i światło zapalone, wtedy to już doskonale widzę. Miałam taką sytuację ostatnio. Moja mama stała na schodach, pod światłem i doskonale widziałam szczegóły.

2. Usytuowanie postaci. Stałam tak, że widziałam schody, gdzie zaczyna się poręcz. Widziałam wtedy, że ta postać stoi na wysokości poręczy, nie tak całkiem naprzeciwko schodów, że zrobi krok i na nie wejdzie. Przypomniałam sobie, że ta ‚istota” uciekła, że tak powiem, prosto, nie tak jak po schodach, że w górę się biegnie. W domu pomyślałam nad tym jaka była jej lokalizacja i ruchy. Doszłam do wniosku, że musiałaby wbiec prosto w poręcz i przeniknąć przez taras. Przez to też, spojrzałam wtedy za taras i pod okno. Wydawało mi się wtedy, że wbiegła albo na schody, albo za schody.

3. Bezdźwięczność. Jeśli się człowiek porusza, wydaje odgłosy, chociażby tupot butów. Tu tego nie było. Nie było żadnego odgłosu. Nie słyszałam też dźwięku otwieranych i zamykanych drzwi a powiem szczerze, że ciężko jest je otworzyć bezszelestnie, są one dosyć ciężkie i hałaśliwe…i trochę skrzypiące. Zresztą jak napisałam wcześniej, babcia była pewna, że nikt nie wychodził, bo nie było o tej godzinie takiej potrzeby. Po co ktoś by miał wychodzić na dwór bez celu prawie po ciemku. Jak tam mieszkałam przez 15-16 lat nigdy nie zdarzyło się, żeby ktoś tak po prostu wychodził. Chyba, że moja mama żeby wyprowadzić psa. Jak się wyprowadziliśmy nie było takiej potrzeby bo żadnego zwierzęcia podwórkowego nie było.

Po tym jak opowiedziałam to mojej mamie, a potem ona babcia okazało się, że obydwie widziały coś podobnego. Mama jak była mała widziałam jak naprzeciwko schodów przy płocie przeszła jakaś ciemna lub biała (już nie pamiętam), postać. Moja babcia tak samo to widziała i mniej więcej w tym samym miejscu. Mama powiedziała potem, że babcia powiedziała jej, że dziadek ( mój pradziadek) powiedział mojej babcia, że po śmierci będzie pilnował tego domu. Możliwe, że to prawda. Zresztą wierzę, że mogło to być coś nie z tego świata. To już cała moja historia paranormalna meega obszerna, najobszerniejsza ze wszystkich ;D :)

Otagowane:  

Szybka karma ;D

Dodano 31 października 2016, w Bez kategorii, przez marsylia

Coby nie było za dużo marudzenia w postach, ogólnie na blogu postanowiłam, że opiszę tu moją historię, która to zdarzyła się na wakacjach.

Wakacje…lub weekendowy wyjazd, już dokładnie nie pamiętam. Przypomniałam sobie teraz, ale wszystko pamiętam jak przez mgłę prawdę mówiąc ;D  Spacerowałam po mieście z rodzicami, chodziliśmy po sklepach z pamiątkami. W pewny momencie przechodząc zauważyłam jak na ławce siedzi dziewczynka z dziadkiem. Nie wiem ile mogła mieć lat. Niewiele starsza ode mnie, albo w moim wieku. Jadła loda włoskiego, już jej się lekko zaczął topić. Nagle już jak byliśmy blisko ławki, ten lód spadł jej na ziemię. Zaczęła strasznie płakać, wręcz wpadła w histerie. Strasznie mnie to rozbawiło i potem przez jeszcze długi czas się z tego śmiałam. Z jednej strony z tego, ze po prostu spadł a z drugiej, z tej jej rozpaczy, w ogóle z niej. Tak dosadnie.  W każdym razie, tego samego dnia, może z parędziesiąt minut później tata kupił mi loda. Też lód włoski. Jadłam go w najlepsze, gdy nagle….nie wiem jak to się stało. Prawdopodobnie przez  to, że krzywo go trzymałam, przechylił się i upadł na ziemię. Zrobiło mi się smutno, jak tata to zauważył próbowałam zachować pokerową twarz, że mam na to wywalone czy on upadł czy nie. Długo nie wytrzymałam…najpierw lekko posmutniałam, potem zapłakałam, na końcu dostałam mega histerii. Tata mnie uspokajał, że nic się nie stało. Dokładnie nie pamiętam, czy coś mówił, że kupi drugi, ale to mało ważne :) Tak samo nie pamiętam, żeby mnie skarcił za to, że wyśmiewam kogoś innego. Prawdopodobnie tak. No w każdym razie, histeria. Pamiętam, że poszliśmy z tatą do apteki. Mama już tam była, akurat w czasie czekania na nią jadłam tego nieszczęsnego loda. I po drodze do apteki cała zapłakana, nic nie widzę, trzymam resztki rożka w ręce. Przechodząc obok jakiejś pani, pobrudziłam jej torebkę tą resztą która mi została w ręce.  Byłam na tyle mała, że ugięta ręka sięgała na wysokość jej torebki. Tata zaczął ja przepraszać nie wiem, czy była bardzo zła. W każdym razie poczułam się jeszcze gorzej. Nie dość, że lód przepadł to jeszcze zababrałam torebkę jakiejś kobiety. Teraz jak tak o tym myślę, to naprawdę za to śmieszkowanie spotkała mnie chyba surowsza kara. Karma zadziałała wtedy błyskawicznie. Pamiętam jeszcze, że wtedy pomyślałam sobie, że tak śmiałam się z tamtej dziewczyny a mi samej stało się to samo. Od tamtej pory nie śmieję się z czyjegoś nieszczęścia. Raczej ludziom współczuje. Chyba, że ktoś mi podpadnie to wtedy już nie jest tak miło. Możliwe, że w podstawówce i gimnazjum tak robiłam, chociaż nawet tego nie pamiętam….W każdym razie ta sytuacja dała mi dużo do myślenia. „Nie śmiej się dziadku z czyjegoś wypadku”(y)  Jak rozpamiętuje teraz to zdarzenie, to bardziej chce mi się śmiać z samej siebie :D

Jeśli poprzypominają mi się jeszcze jakieś inne śmieszne, smutne historie to postaram się tu je opisać. Na jutro mam zaplanowaną jedną..mroczną historie na faktach!!!

 

 

Internetowe dziadostwo

Dodano 30 maja 2016, w Bez kategorii, przez marsylia

Internet to  nie miejsce dla mnie. Juz nie raz było tak, że miałam czegoś nie czytać, a jednao coś mnie podkusiło. Tak specjalnie chyba, żebym potem cały dzień była w nerwach. Powoli mam dość ludzi, serio. Jak czytam co piszą to aż mi sie realnie żygać. Wszędzie wszechwiedzący ludzie, wiedza więcej na twój temat niz ty sam -.- Znalazlam dziś artykuł z piekielnych o w-f. Nie wiem co mnie podkusiło zeby przeczytać komentarze. Jak zwykle….to samo pieprzenie, ze dziewczyna która to napisała, musi być spasla i zre fast-food, tego typu komentarze. No tak, bo jak już ktoś narzeka na wf to musi siedzieć przed kompem i sie obrzezać. Ja tego nie rozumiem, gdyby nawet narzekała i nie chciała ćwiczyć na wf, to przeciez zawsze zostają zajęcia poza szkole: siłownia, bieganie, jazda na rowerze. A i z tym bieganie tez dobre jaja. Ktos musi umieć biegać, musi biegac..najlepiej codziennie po pare kilometrów. Mróz -10 czy upał 45…masz biegac, bo jak nie to jesteś leniwy. Mam alergie na wciskanie komuś na sile swojej woli. Bo ja biegam to ty tez musisz, bo jak nie to jesteś  leniwym grubasem. Ludzie…kurwa. Dla mnie w podstawówce biegi były męczarnią, tak samo jak siatkówka w gimnazjum i liceum. Nie moge długo biegac, czy nawet jechac rowerem pod gore, nie daje rady…  i to nie przez brak kondycji, ale jakąś dziwna przypadłość. Po jakims czasie dostaje zadyszki…puls mi skacze chyba do ponad 200. Nic mnie nie boli, żaden mięsień, nic. Nawet na następny dzień nie mam zakwasow. Już w podstawowce tak było, jak słyszałam słowo biegi, to zaczynalam sie trząść ze strachu. Ja sie bałam, ze coś mi sie stanię, biegnę…,biegnę  serce mi skacze, już nie mogę ledwo łapie oddech. Potem usiadlam na ławce, dotchnelam nadgarstka. Jak zazwyczaj ktos niedoswiadczony nie wyczuje pulsu, to teraz wystarczyło lekko palcem skore musnąć, już było czuc. Serio, wtedy wpadłam w panike nie wiedziałam, co sie dzieje, i co robic w razie czego. Kto mnie zna to wie, ze szczupła nie jestem….Gdybym tu skończyła, zaraz zaczęłaby sie fala hejtu i insynuacji, ze powinnam schudnac bo to przez to, ze waze kurwa 100 kg, a wazę 58.Tak jasne, ludzie bywaja tacy przewidywalni. Jak juz sie coś pisze o aktywnosci i jakichś przeciwwskazaniach, to lepiej i napisać coś więcej o sobie, zeby ludzie cie nie zjedli. Chyba, ze komuś to nie przeszkadza. Moja mama ma ten sam problem, chociaz ona jest szczupła, od zawsze była.  I tez trochę pobiegnie, coś zrobi i ma zadyszkę jak pies.  No i co…mam puls 200 już ledwo daje radę i mam do upadłego biec ?? Aż nie padne i wyzione ducha ?? Jutro idę na badanie i zobaczymy co sie dzieje. Pani doktor powiedziała, ze to prawdopodobnie przez tarczyce. I faktycznie coś może w tym być. Czytałam o tym i mmm typowe objawy niedoczynnosci. Wśród objawów, tez o tym jest, proszę bardzo żeby nie było, ze sobie ubzdurałam:   „Głównym czynnikiem pogarszającym wydolność fizyczną w niedoczynności tarczycy wydaje się być upośledzenie czynności układu krążenia w skutek zwolnienia czynności serca i zmniejszenia jego kurczliwość” No i faktycznie, bo serce mi nie wyrabia.  Trochę to męczące bo chce spokojnie jechać a ciagle jest to samo. I tu jest przyklad, ze to nie zawsze jest lenistwo. Przez to malo sie ruszam a i tak jakoś nie tyje. Dziwne nie ? I nie, nie da sie tego „wybiegac”. Mam większośc czasu wolnego. Często nie ma mnie w domu, ale jak jestem to muszę zawsze na coś trafić, co mnie zdenerwuje a potem chodzę caly dzień  wnerwiony jak osa.   Haha, ale jaka ulga, tak sie wygadać… rozpisac raczej :))) W sumie po co sie denerwowac, ludzie są jacy są. Do niektorych nic nie dotrze

 

Facebookowe historie

Dodano 30 listopada 2015, w Bez kategorii, przez marsylia

Nie od dziś wiadomo, że facebook zawładną głównie młodymi ludźmi. Załatwia się tam chyba wszystko. Kto ma konto ten wie, że zdarzają się dziwne i nieprawdopodobne sytuacje. Prawdę mówiąc myślałam, że już nic mnie nie zdziwi, te całe „gówno burze” o nic, to normalka :)) Opiszę tu jedną sytuacje, która wydarzyła się w sobote, a ciągnie chyba aż do dziś. Nie będę tu pisać personalii tych osób i o co poszło bo…w sumie to by było chamstwo i plotkarstwo. Zaczynamy! W historii biorą udział dwie osoby…Kobieta i mężczyzna w wieku od 35 do 55, ” Dajmy na to…Daniel i Lena. Daniel to raczej popularna osoba…(wiadomo). I tak, siedzę na fejsie jak zwykle, na szybko sprawdzam co tam nowego, jak zwykle. Nagle trafiam na post Leny,w ktorym wyraża swoje nie zadowolenie i wściekłość na Daniela. W sumi nie wiem co zrobił, bo po pierwsze było napisane z błędami a po drugie po francusku ( to francuzi są ). W każdym razie Lena robiła aktualizacje postów tj. co jakiś czas pisała co nowego się dzieje. Niby pisała tylko np: sn, ale wiadomo było o kogo chodzi. Beształa Daniela aź wióry leciały. Wrzucała scriny z telefonu co do niej pisał, ile razy dzwonił. Już wtedy zaczeło się ujawnianie prywatnych spraw. Tak te wszystkie sprawy toczyły się aż do późnego sobotniego wieczoru jak nie nocy  (tzn ataki ze strony Leny) Lena dolewała tymi wpisami  oleju do ognia. Gdzieś tak grubo po 1 w nocy pałeczkę przejął Daniel. To, jaki on sztos odwalił to się w pale nie mieści. Telenowele z Brazylii to przy tym pikuś…serio . Tak jak pisałam, Daniel to osoba dość popuarna, więc moim zdaniem ten wpis to był strzał w stopę. Dodał długi, mega długi wpis. Lena ograniczyła się do szczątkowych informacji, a on napisał wzzystko…WSZYSTKO co się działo podczas ich kilkuletniego związku. W skrócie..że go wykorzystywała. Na chyba wszystkich płaszczyznach. Stwierdził, że ona robi z niego publicznie potwora, źe udaje ofiare, a to właśnie ona była osobą, która jego szczuła. Pod wpisem ludzie udzielali się aż do 3 w nocy. Wczoraj dodał drugi wpis, w którym wszystko odwołał i stwierdził, że nie powinien tego pisać. Na razie na tym koniec facebookowej wojny. Możliwe, że jeszcze coś napiszą, ale to już nie będę opisywać. Widziałam Daniela kilka razy, i można powiedzieć, że to człowiek petarda, z drugiej strony wydaje mi się, że troche z niego taka pierdoła, najpierw robi a potem myśli. Zresztą czytałam stare, z epoki kamienia łupanego artykuły. Sam nieświadomie robi sobie koło dupy…w sumie niechcący. Jak się czyta wpis to  może nie wydawać się takie pokręcone. Mam ludzi w znajomych, którzy jak coś napiszą np: Jestem smutna, to jeśli ktoś pyta co się stało, to z reguły nie chcą tego pisać publicznie tylko na priv. Z tym, że jest różnica między „szarą” osobą, która ma małą grupke znajomych czy przyjaciół, a osobą, która jest dość popularna. Wiele razy się z takim czymś spotkałam. Ktoś powiedział „a” ale nie powiedział „b”. To jest taka informacja streszczona, z drugiej ręki, dlatego moze wydawac sie tak przecietna. Jak się przeczyta oryginał ( który został usunięty, co tam, że zobaczyło go 3 k znjomych ) to nie wiadomo czy się śmiać czy płakać. W gruńcie rzeczy nie wiadomo czyja wina. Tego się nie dowiem. Lena po tym wpisie go wyśmiała xD W ogóle ja się zastanawiam  jak można w tym wieku na facebooku takie rzeczy odwalać, przydałoby się być w tym wieku trochę bardziej dojrzałym haha. Widocznie mało widziałam w życiu xD Już bym zrozumiała nastolatków. To takie dziecinne haha.  Komedio-telenowela normalnieee hahaha. Takie moje zdanie. Może i ta cała akcja nie powinna mnie interesować, ale ciekawość rzecz ludzka ;D

 

Ja i moje żelowe paznokcie.

Dodano 9 października 2015, w Bez kategorii, przez marsylia

I nadszedł ten dzień. Dzień sądu. I przyznam się, że popełniłam największy grzech paznokciowy. Otóż…po jakimś czasie od zrobienia paznokci, zaczęły pojawiać się odrosty. Stwierdziłam, że może poczekam i sama je skrócę i „zdejmę”. Jak pomyślałam tak zrobiłam. Parę dni temu zaczęłam przygotowywać się fizycznie i psychicznie na to jaki koszmar wyjdzie. Gdyby ktoś zobaczył te odrosty to by chyba padł. No! Wracając do „bawienia się w manikiurzystkę” najpierw kupiłam pilnik, oczywiście odpowiedniej gramatury, no i się zaczęło. Musiałam zużyć 2 pilniki papierowe myślałam, że umrę. Już tylko czekałam aż to się skończy, zaczynało mnie przy tym trafiać. Korzystając z tego, że miałam już długie naturalnie paznokcie, zabrałam się za piłowanie żelu, żeby zrobił się na tyle cieńki, żeby dało się go skrócić obcinaczem. Gdy już było po wszystkim zauważyłam, że cieniutki żel który został, zaczął się odrywać od paznokcia. Tzn może nie tak odrywać, ale tak….z jednej strony odstawał i wystarczyło pociągnąć lekko, żeby zszedł. Jeszcze gdy miałam długie i w sumie dopiero co zrobione, zdarzyło mi się kciukiem i palcem środkowym uderzyć, o drzwi bagażnika i fotel kierowcy. I zauważyłam, że z tych dwóch palców żel zszedł błyskawicznie. No i teraz po tych paru dniach mam już żel zdjęty ze wszystkich paznokci. I wiecie c0?? Moje paznokcie jakimś cudem, nie stały się miękkie jak kartka, strasznie kruche i zniszczone. Co więcej zauważyłam, że są mocniejsze, gładsze i zdrowiej wyglądają. Po tym wszystkim stwierdziłam, że gdy coś  będę chciała zrobić, to nie będę szukać na ten temat opinii. To takie straszenie, i to nawet nie w tej kwestii, ale w każdej innej, czy to szkoła, czy praca. Co do szkoły, to już pod koniec podstawówki byłam straszona, jak t w gimnazjum jest ciężko, że strasznie dużo trzeba się uczyć. Trzeba samemu próbować a nie powoływać się na innych. Tak samo jak wyszło ze mną. O! I jednak doszłam do wniosku, że żele, to jednak nie dla mnie…jakoś średnio się w nich czułam po jakimś czasie. Zaczęły mi przeszkadzać. Dlatego zdecydowałam się na ściągnięcie a nie wypełnienie. No :D I tyle

 

Studia. OH MY…..

Dodano 8 października 2015, w Bez kategorii, przez marsylia

Ostatnio coś mi odwaliło i jakoś zachciało mi się iść na studia. Ja i studia?! hahaha no jasne. W każdym razie, może jeszcze same studia to jeszcze by uszło…ALE….jest jedno ale. Jaki te studia miałyby mieć profil ? No i tu się zaczyna jazda xD Uwaga…energetyka jądrowa!  Tak jądrowa. Zainspirowała mnie lektura o Incydencie Tokaimura 1999. Hmm jakoś mnie to BARDZO zainteresowało. Promieniowanie, skutki napromieniowanie, doświadczenia z radioaktywnymi substancjami hahah xD Chociaż w szkole nie ogarniałam i z chemii i z fizyki. Może dlatego, że mnie to jakoś nie porywało. Bo widząc książkę do liceum z chemii, taką standardową…jakoś mnie nie porwała :/ Za to ostatnio zaczęłam szukać książki o promieniotwórczości, i znalazłam podręcznik do liceum. Już widząc sam spis treści stwierdziłam, wooow to jest to. No, ale nie mam skąd jej wziąć ( aż specjalnie upewniłam się, czy dobrze napisałam. I znów spotkałam się z „wziąść jest strasznym grzechem Języka Polskiego” swoją drogą jest to kolejna grupa ludzi, która mnie wpienia. Tzn „puryści”) No, wracając do tematu…hmm jakby to ująć…wydaje mi się, że tematy które są w szkole, są nieciekawe :/ Tak myśląc nad tym, doszłam do wniosku, że przed pójściem na taki kierunek studiów musiałabym przejść długą drogę i uczyć się tego, czego co mnie tak naprawdę nie interesuje i co mi nie leży. Z fizyki to samo. Potem matura rozszerzona z fizyki, chemii i chyba nawet biologii…chociaż chyba nie :P Tak bardzo mnie to zainteresowało, że nie wiem czy za kilka lat nie zdawać matury, nie spróbować. Dopiero mam 19 lat :D  Przed pójściem do liceum i przed wyborem rozszerzeń, tak naprawdę nic z tego mnie nie pociągało. Wybrałam to co mi najlepiej idzie. Gdybym już wtedy wiedziała, że TO mnie interesuje to bez mrugnięcia wzięłabym na rozszerzenie fizykę i chemię. Możliwe, że ta cała fascynacja fizyką i chemią mi przejdzie…a jeśli nie? Teraz z tym nic nie zrobię. Już chyba trochę za późno. Prawdę mówiąc  skrycie poczułam, że trochę żałuje, że teraz nie jestem w 1 klasie. Przed tym”wtedy” trudnym wyborem. W tej chwili przyszło mi tylko poszerzać zainteresowanie na własną rękę. Za jakiś czas będę w bibliotece, poszukam czegoś w tej tematyce. Co tam, że nie będę nic rozumieć ;)))  Możliwe, że za jakiś czas dodam drugi wpis na ten temat, jak to się wszystko skończyło.

 

 

Patologia Polskiego internetu

Dodano 29 września 2015, w Bez kategorii, przez marsylia

Wchodząc na różne polskie strony i czytając komentarze stwierdziłam, że ludzie są….nie normalni. Czasem wydaje mi się, że to jest jakieś….wrodzone. Wrodzona złośliwość, nietolerancja i nienawiść. Gnojenie ludzi, wyzywanie, niszczenie psychiczne to tych wszystkich „ludzi”  uszczęśliwia. Już pisałam ostatnio i „kurewkach lalusiu i naziście”. Może się powtarzam, ale w sumie mam już dość. Dajmy kwejk, nie znajdzie się komentarza, który by był pozytywny. Jaki by nie był kwejk to komentarze zawsze negatywne. Ymmm męczy mnie to. To co mnie najbardziej wkurwia to wymówki w stylu „ale jest wolność słowa i demokracja”, ale drozdzy ludzie!!!! Gnojenie kogoś i obrona w stylu „jest wolnosc slowa” to dno i tona mułu, serio to tylko świadczy o was. Dzisiaj spotkałam się z cudnym komentarzem na facebook. MISTRZOSTWO przez wielkie M. Zaczęło sie od komentarza, że rude to wredne, w pewnym momencie doszłam do komentarza typu „…jest wolność słowa, nie długo nie będzie mozna nic nie powiedzieć” SERIO !! ?? Naprawdę, jeśli ty osobo która to napisałaś uważasz, że mówienie iż ktoś jest wredny bo jest rudy, jest akceptowalne i wymówka w stylu bo jest”wolność słowa” jest na miejscu, to zapewniam cię, że mimo iż cię nie znam to wystarczyło, że przeczytałam twój komentarz i już wiem, że jesteś osobą zepsutą, wredną i na bank masz predyspozycje do obrabiania innym dupy w stylu” ale to tylko żarty”. Zresztą wiecie co ? To się tyczy was wszystkich, tych którzy mają takie denne wymówki i tym wszystkim, którzy mają tylko coś złego do powiedzenia, ogólnie hejterów. Ta NIENAWIŚĆ, ZŁOŚĆ, PLUCIE JADEM WYLEWA WAM SIĘ USZAMI. Jak was widzą tak was piszą. Potem nie bądźcie zdziwieni, że jeden napiszę, że społeczeństwo jest wredne itp. Ja dzięki internetowi nauczyłam się jak nie ufać ludziom( tak „om” bo w liczbie mnogiej zamienia się ą na om. To tak dla tych co wiecznie błędy znajdują tam gdzie ich nie ma). Tak odbiegając od tematu. Wkurwiają mnie ludzie, youtube, fb +13 lub, poprawiacze tylko”*który * ludziom” jak widze jakis komentarz, który ma jeden błąd i zaraz w komentarzach „kup słownik itp i te cholerne gwiazdki” to aż mnie jawna krew zalewa. Ludzie nawet potrafią się dowalić jak ktoś zrobi literówkę np: lutera, zamiast litera. I leci, że BŁĄD BŁĄD BŁĄD GWIAZDKA GWIAZDKA GWIAZDKA. Jak to widzę to……realna agresja. Może ktoś to pisze „po to żeby wiedział na przyszłość”, ale ja i tego nie toleruje, wkurwia mnie to i potrafię opierdolić. I słownie jak mnie ktoś poprawi też. Podsumowując, ciężko mi się jakoś „dopasować” do ludzi, ale nie umiem. Nie lubię ludzi w necie gnoić bez powodu, nie umiem być aż tak wredna i być aż tak jadliwa. Święta nie jestem, ale, patrząc na to wszystko wydaje mi się, że chyba jednak jestem. Ostatnio zastanawiałam się nawet czy jestem 100% Polką, właśnie z tych powyższych powodów. Może to złe, no ale… :/

PS: Sorka za błędy, ale pisałam na szybko z telefonu.

PS2: Powiem tak: Nie uważam, że wszyscy są ži. W gruncie rzeczy tak napisałam, że na bank wyszło na to, iż wszyscy tacy są,  bo w sumie ja miałam styczność z fatalnymi ludzmi, ale chodziło mi konkretnie o te „menty społeczne”.

 

Parlez-vous francais ?

Dodano 7 września 2015, w Bez kategorii, przez marsylia

Gdzieś z miesiąc temu zaczęłam chodzić na kurs francuskiego. Lekcje są raz w tygodniu po 1,5 godziny. Postanowiłam się go nauczyć biegle..no może nie biegle, ale tak, żeby się dogadać. Mam szczery zamiar zamieszkać we Francji, chciałabym na południu, wiadomo gdzie :) Możliwe, że będę sporadycznie jeździć na takie „mini wakacje”. To mogę powiedzieć, że teraz potrafię wszystko zrozumieć za pierwszym razem. W ogóle dziwna akcja, bo zauważyłam, że jakoś mam dużo lepszą pamięć. Zapamiętuje słówka błyskawicznie…dosłownie. Dostałam kartkę A4 z 45 słówkami do nauczenia. Ile się ich uczyłam ?  10 minut ! Tak w 10 min i jak się piszę i jak się czyta. Tak samo z odmianą avoir, etre, aller i innych, nawet takich których nie widziałam wcześniej na oczy :0 Tak pomyślałam, że to jest niemożliwe, bo chodząc do szkoły nie mogłam się w ogóle nauczyć, NIC. Chociaż nie powiem  jak to było z francuskim bo się nie uczyłam, ale powiem jak było z angielskiego. Dostałam do nauczenia 2 strony A5. 2 strony !! Ile się uczyłam ? Tydzień xD  Z gramatyki też nic. Zapamiętałam od razu, ale na moment. Za parę dni nie pamiętałam już. Nauczycielka francuskiego dała mi wspomnianą wcześniej stronę ze słówkami we wtorek. 2 tygodnie po tym znów mnie z nich spytała. Stwierdziła, że skoro je pamiętam, to musiałam je powtarzać. A taka była prawda, że jak się nauczyłam we wtorek to może tylko raz powtórzyłam po paru dniach. Pani stwierdziła, że jeśli rzeczywiście nie powtarzałam, to mam bardzo dobrą pamięć.  Mam nadzieje, że się uda i dam radę się nauczyć :D

 

Zmiany !

Dodano 7 września 2015, w Bez kategorii, przez marsylia

Postanowiłam zafundować sobie paznokcie żelowe. Szukałam z miesiąc odpowiedniej kosmetyczki, czy osoby która robi. W końcu okazało się, że moja znajoma ze szkoły robi świetne żele na formie. Postanowiłam się umówić. Na moją zgubę zaczęłam szukać opinii na temat żeli, tipsów, akryli. Co jest lepsze…dobrze bo znalazłam to co chciałam a z drugiej strony kiepsko bo wyczytałam opinie i doświadczenia własne innych. Do tej pory nie miałam pojęcia i nie interesowały mnie jakieś stylizacje paznokci, jedynie domowe malowanie i czasem obiło mi się o uszy o żelach czy akrylach. Wracając do opinii. Głównie odradzały, i przy okazji uzasadniali swoje wypowiedzi, które nie powiem.. zszokowały mnie. „Połamane żele razem z naturalnym, tragiczny stan paznokcia po zdjęcia żeli trudne do regeneracji, piłowanie do żywej skóry, miękkie paznokcie, połamane” Wiele jeszcze tego było :) No w każdym razie…zaczęłam mieć wątpliwości i już miałam odwołać wizytę. Stwierdziłam, że warto spróbować a to, że mam stosunkowo krótkie paznokcie, to jak się w razie czego złamią to…Teraz boję się, jaka tragedia wyjdzie po ich zdjęciu. Mogę patrzeć na flaki, nie wiem…rozbryzgany mózg, ale jak zobaczę złamaną kość wystającą z ciała, czy widoczne złamanie, to YHHHH KO-SZMAR. Tak samo z paznokciami. Jak czytam straszne historie i jest coś o „wyrywaniu paznokci” to BOŻE. Nie, nie, nieeee. Pół biedy kości, bo nigdy się nie połamałam i NIE zamierzam się połamać, ale dobrze wiem jak zareaguje jak nie daj Boże, połamie je sobie albo stanie się jakaś tragedia (ODPUKAĆ, TFU TFU), to ja wpadnę w realną histerię, dostanę jakiejś…nie wiem nawet jak to opisać. No….tragedia, zawał i płacz ja wycie do księżyca. Na razie spoko, podoba mi się, już myślę jakie następne zrobić :)

 

  • RSS