Internetowe dziadostwo

Dodano 30 maja 2016, w Bez kategorii, przez marsylia

Internet to  nie miejsce dla mnie. Juz nie raz było tak, że miałam czegoś nie czytać, a jednao coś mnie podkusiło. Tak specjalnie chyba, żebym potem cały dzień była w nerwach. Powoli mam dość ludzi, serio. Jak czytam co piszą to aż mi sie realnie żygać. Wszędzie wszechwiedzący ludzie, wiedza więcej na twój temat niz ty sam -.- Znalazlam dziś artykuł z piekielnych o w-f. Nie wiem co mnie podkusiło zeby przeczytać komentarze. Jak zwykle….to samo pieprzenie, ze dziewczyna która to napisała, musi być spasla i zre fast-food, tego typu komentarze. No tak, bo jak już ktoś narzeka na wf to musi siedzieć przed kompem i sie obrzezać. Ja tego nie rozumiem, gdyby nawet narzekała i nie chciała ćwiczyć na wf, to przeciez zawsze zostają zajęcia poza szkole: siłownia, bieganie, jazda na rowerze. A i z tym bieganie tez dobre jaja. Ktos musi umieć biegać, musi biegac..najlepiej codziennie po pare kilometrów. Mróz -10 czy upał 45…masz biegac, bo jak nie to jesteś leniwy. Mam alergie na wciskanie komuś na sile swojej woli. Bo ja biegam to ty tez musisz, bo jak nie to jesteś  leniwym grubasem. Ludzie…kurwa. Dla mnie w podstawówce biegi były męczarnią, tak samo jak siatkówka w gimnazjum i liceum. Nie moge długo biegac, czy nawet jechac rowerem pod gore, nie daje rady…  i to nie przez brak kondycji, ale jakąś dziwna przypadłość. Po jakims czasie dostaje zadyszki…puls mi skacze chyba do ponad 200. Nic mnie nie boli, żaden mięsień, nic. Nawet na następny dzień nie mam zakwasow. Już w podstawowce tak było, jak słyszałam słowo biegi, to zaczynalam sie trząść ze strachu. Ja sie bałam, ze coś mi sie stanię, biegnę…,biegnę  serce mi skacze, już nie mogę ledwo łapie oddech. Potem usiadlam na ławce, dotchnelam nadgarstka. Jak zazwyczaj ktos niedoswiadczony nie wyczuje pulsu, to teraz wystarczyło lekko palcem skore musnąć, już było czuc. Serio, wtedy wpadłam w panike nie wiedziałam, co sie dzieje, i co robic w razie czego. Kto mnie zna to wie, ze szczupła nie jestem….Gdybym tu skończyła, zaraz zaczęłaby sie fala hejtu i insynuacji, ze powinnam schudnac bo to przez to, ze waze kurwa 100 kg, a wazę 58.Tak jasne, ludzie bywaja tacy przewidywalni. Jak juz sie coś pisze o aktywnosci i jakichś przeciwwskazaniach, to lepiej i napisać coś więcej o sobie, zeby ludzie cie nie zjedli. Chyba, ze komuś to nie przeszkadza. Moja mama ma ten sam problem, chociaz ona jest szczupła, od zawsze była.  I tez trochę pobiegnie, coś zrobi i ma zadyszkę jak pies.  No i co…mam puls 200 już ledwo daje radę i mam do upadłego biec ?? Aż nie padne i wyzione ducha ?? Jutro idę na badanie i zobaczymy co sie dzieje. Pani doktor powiedziała, ze to prawdopodobnie przez tarczyce. I faktycznie coś może w tym być. Czytałam o tym i mmm typowe objawy niedoczynnosci. Wśród objawów, tez o tym jest, proszę bardzo żeby nie było, ze sobie ubzdurałam:   „Głównym czynnikiem pogarszającym wydolność fizyczną w niedoczynności tarczycy wydaje się być upośledzenie czynności układu krążenia w skutek zwolnienia czynności serca i zmniejszenia jego kurczliwość” No i faktycznie, bo serce mi nie wyrabia.  Trochę to męczące bo chce spokojnie jechać a ciagle jest to samo. I tu jest przyklad, ze to nie zawsze jest lenistwo. Przez to malo sie ruszam a i tak jakoś nie tyje. Dziwne nie ? I nie, nie da sie tego „wybiegac”. Mam większośc czasu wolnego. Często nie ma mnie w domu, ale jak jestem to muszę zawsze na coś trafić, co mnie zdenerwuje a potem chodzę caly dzień  wnerwiony jak osa.   Haha, ale jaka ulga, tak sie wygadać… rozpisac raczej :))) W sumie po co sie denerwowac, ludzie są jacy są. Do niektorych nic nie dotrze

 

Facebookowe historie

Dodano 30 listopada 2015, w Bez kategorii, przez marsylia

Nie od dziś wiadomo, że facebook zawładną głównie młodymi ludźmi. Załatwia się tam chyba wszystko. Kto ma konto ten wie, że zdarzają się dziwne i nieprawdopodobne sytuacje. Prawdę mówiąc myślałam, że już nic mnie nie zdziwi, te całe „gówno burze” o nic, to normalka :)) Opiszę tu jedną sytuacje, która wydarzyła się w sobote, a ciągnie chyba aż do dziś. Nie będę tu pisać personalii tych osób i o co poszło bo…w sumie to by było chamstwo i plotkarstwo. Zaczynamy! W historii biorą udział dwie osoby…Kobieta i mężczyzna w wieku od 35 do 55, ” Dajmy na to…Daniel i Lena. Daniel to raczej popularna osoba…(wiadomo). I tak, siedzę na fejsie jak zwykle, na szybko sprawdzam co tam nowego, jak zwykle. Nagle trafiam na post Leny,w ktorym wyraża swoje nie zadowolenie i wściekłość na Daniela. W sumi nie wiem co zrobił, bo po pierwsze było napisane z błędami a po drugie po francusku ( to francuzi są ). W każdym razie Lena robiła aktualizacje postów tj. co jakiś czas pisała co nowego się dzieje. Niby pisała tylko np: sn, ale wiadomo było o kogo chodzi. Beształa Daniela aź wióry leciały. Wrzucała scriny z telefonu co do niej pisał, ile razy dzwonił. Już wtedy zaczeło się ujawnianie prywatnych spraw. Tak te wszystkie sprawy toczyły się aż do późnego sobotniego wieczoru jak nie nocy  (tzn ataki ze strony Leny) Lena dolewała tymi wpisami  oleju do ognia. Gdzieś tak grubo po 1 w nocy pałeczkę przejął Daniel. To, jaki on sztos odwalił to się w pale nie mieści. Telenowele z Brazylii to przy tym pikuś…serio . Tak jak pisałam, Daniel to osoba dość popuarna, więc moim zdaniem ten wpis to był strzał w stopę. Dodał długi, mega długi wpis. Lena ograniczyła się do szczątkowych informacji, a on napisał wzzystko…WSZYSTKO co się działo podczas ich kilkuletniego związku. W skrócie..że go wykorzystywała. Na chyba wszystkich płaszczyznach. Stwierdził, że ona robi z niego publicznie potwora, źe udaje ofiare, a to właśnie ona była osobą, która jego szczuła. Pod wpisem ludzie udzielali się aż do 3 w nocy. Wczoraj dodał drugi wpis, w którym wszystko odwołał i stwierdził, że nie powinien tego pisać. Na razie na tym koniec facebookowej wojny. Możliwe, że jeszcze coś napiszą, ale to już nie będę opisywać. Widziałam Daniela kilka razy, i można powiedzieć, że to człowiek petarda, z drugiej strony wydaje mi się, że troche z niego taka pierdoła, najpierw robi a potem myśli. Zresztą czytałam stare, z epoki kamienia łupanego artykuły. Sam nieświadomie robi sobie koło dupy…w sumie niechcący. Jak się czyta wpis to  może nie wydawać się takie pokręcone. Mam ludzi w znajomych, którzy jak coś napiszą np: Jestem smutna, to jeśli ktoś pyta co się stało, to z reguły nie chcą tego pisać publicznie tylko na priv. Z tym, że jest różnica między „szarą” osobą, która ma małą grupke znajomych czy przyjaciół, a osobą, która jest dość popularna. Wiele razy się z takim czymś spotkałam. Ktoś powiedział „a” ale nie powiedział „b”. To jest taka informacja streszczona, z drugiej ręki, dlatego moze wydawac sie tak przecietna. Jak się przeczyta oryginał ( który został usunięty, co tam, że zobaczyło go 3 k znjomych ) to nie wiadomo czy się śmiać czy płakać. W gruńcie rzeczy nie wiadomo czyja wina. Tego się nie dowiem. Lena po tym wpisie go wyśmiała xD W ogóle ja się zastanawiam  jak można w tym wieku na facebooku takie rzeczy odwalać, przydałoby się być w tym wieku trochę bardziej dojrzałym haha. Widocznie mało widziałam w życiu xD Już bym zrozumiała nastolatków. To takie dziecinne haha.  Komedio-telenowela normalnieee hahaha. Takie moje zdanie. Może i ta cała akcja nie powinna mnie interesować, ale ciekawość rzecz ludzka ;D

 

Ja i moje żelowe paznokcie.

Dodano 9 października 2015, w Bez kategorii, przez marsylia

I nadszedł ten dzień. Dzień sądu. I przyznam się, że popełniłam największy grzech paznokciowy. Otóż…po jakimś czasie od zrobienia paznokci, zaczęły pojawiać się odrosty. Stwierdziłam, że może poczekam i sama je skrócę i „zdejmę”. Jak pomyślałam tak zrobiłam. Parę dni temu zaczęłam przygotowywać się fizycznie i psychicznie na to jaki koszmar wyjdzie. Gdyby ktoś zobaczył te odrosty to by chyba padł. No! Wracając do „bawienia się w manikiurzystkę” najpierw kupiłam pilnik, oczywiście odpowiedniej gramatury, no i się zaczęło. Musiałam zużyć 2 pilniki papierowe myślałam, że umrę. Już tylko czekałam aż to się skończy, zaczynało mnie przy tym trafiać. Korzystając z tego, że miałam już długie naturalnie paznokcie, zabrałam się za piłowanie żelu, żeby zrobił się na tyle cieńki, żeby dało się go skrócić obcinaczem. Gdy już było po wszystkim zauważyłam, że cieniutki żel który został, zaczął się odrywać od paznokcia. Tzn może nie tak odrywać, ale tak….z jednej strony odstawał i wystarczyło pociągnąć lekko, żeby zszedł. Jeszcze gdy miałam długie i w sumie dopiero co zrobione, zdarzyło mi się kciukiem i palcem środkowym uderzyć, o drzwi bagażnika i fotel kierowcy. I zauważyłam, że z tych dwóch palców żel zszedł błyskawicznie. No i teraz po tych paru dniach mam już żel zdjęty ze wszystkich paznokci. I wiecie c0?? Moje paznokcie jakimś cudem, nie stały się miękkie jak kartka, strasznie kruche i zniszczone. Co więcej zauważyłam, że są mocniejsze, gładsze i zdrowiej wyglądają. Po tym wszystkim stwierdziłam, że gdy coś  będę chciała zrobić, to nie będę szukać na ten temat opinii. To takie straszenie, i to nawet nie w tej kwestii, ale w każdej innej, czy to szkoła, czy praca. Co do szkoły, to już pod koniec podstawówki byłam straszona, jak t w gimnazjum jest ciężko, że strasznie dużo trzeba się uczyć. Trzeba samemu próbować a nie powoływać się na innych. Tak samo jak wyszło ze mną. O! I jednak doszłam do wniosku, że żele, to jednak nie dla mnie…jakoś średnio się w nich czułam po jakimś czasie. Zaczęły mi przeszkadzać. Dlatego zdecydowałam się na ściągnięcie a nie wypełnienie. No :D I tyle

 

Studia. OH MY…..

Dodano 8 października 2015, w Bez kategorii, przez marsylia

Ostatnio coś mi odwaliło i jakoś zachciało mi się iść na studia. Ja i studia?! hahaha no jasne. W każdym razie, może jeszcze same studia to jeszcze by uszło…ALE….jest jedno ale. Jaki te studia miałyby mieć profil ? No i tu się zaczyna jazda xD Uwaga…energetyka jądrowa!  Tak jądrowa. Zainspirowała mnie lektura o Incydencie Tokaimura 1999. Hmm jakoś mnie to BARDZO zainteresowało. Promieniowanie, skutki napromieniowanie, doświadczenia z radioaktywnymi substancjami hahah xD Chociaż w szkole nie ogarniałam i z chemii i z fizyki. Może dlatego, że mnie to jakoś nie porywało. Bo widząc książkę do liceum z chemii, taką standardową…jakoś mnie nie porwała :/ Za to ostatnio zaczęłam szukać książki o promieniotwórczości, i znalazłam podręcznik do liceum. Już widząc sam spis treści stwierdziłam, wooow to jest to. No, ale nie mam skąd jej wziąć ( aż specjalnie upewniłam się, czy dobrze napisałam. I znów spotkałam się z „wziąść jest strasznym grzechem Języka Polskiego” swoją drogą jest to kolejna grupa ludzi, która mnie wpienia. Tzn „puryści”) No, wracając do tematu…hmm jakby to ująć…wydaje mi się, że tematy które są w szkole, są nieciekawe :/ Tak myśląc nad tym, doszłam do wniosku, że przed pójściem na taki kierunek studiów musiałabym przejść długą drogę i uczyć się tego, czego co mnie tak naprawdę nie interesuje i co mi nie leży. Z fizyki to samo. Potem matura rozszerzona z fizyki, chemii i chyba nawet biologii…chociaż chyba nie :P Tak bardzo mnie to zainteresowało, że nie wiem czy za kilka lat nie zdawać matury, nie spróbować. Dopiero mam 19 lat :D  Przed pójściem do liceum i przed wyborem rozszerzeń, tak naprawdę nic z tego mnie nie pociągało. Wybrałam to co mi najlepiej idzie. Gdybym już wtedy wiedziała, że TO mnie interesuje to bez mrugnięcia wzięłabym na rozszerzenie fizykę i chemię. Możliwe, że ta cała fascynacja fizyką i chemią mi przejdzie…a jeśli nie? Teraz z tym nic nie zrobię. Już chyba trochę za późno. Prawdę mówiąc  skrycie poczułam, że trochę żałuje, że teraz nie jestem w 1 klasie. Przed tym”wtedy” trudnym wyborem. W tej chwili przyszło mi tylko poszerzać zainteresowanie na własną rękę. Za jakiś czas będę w bibliotece, poszukam czegoś w tej tematyce. Co tam, że nie będę nic rozumieć ;)))  Możliwe, że za jakiś czas dodam drugi wpis na ten temat, jak to się wszystko skończyło.

 

 

Patologia Polskiego internetu

Dodano 29 września 2015, w Bez kategorii, przez marsylia

Wchodząc na różne polskie strony i czytając komentarze stwierdziłam, że ludzie są….nie normalni. Czasem wydaje mi się, że to jest jakieś….wrodzone. Wrodzona złośliwość, nietolerancja i nienawiść. Gnojenie ludzi, wyzywanie, niszczenie psychiczne to tych wszystkich „ludzi”  uszczęśliwia. Już pisałam ostatnio i „kurewkach lalusiu i naziście”. Może się powtarzam, ale w sumie mam już dość. Dajmy kwejk, nie znajdzie się komentarza, który by był pozytywny. Jaki by nie był kwejk to komentarze zawsze negatywne. Ymmm męczy mnie to. To co mnie najbardziej wkurwia to wymówki w stylu „ale jest wolność słowa i demokracja”, ale drozdzy ludzie!!!! Gnojenie kogoś i obrona w stylu „jest wolnosc slowa” to dno i tona mułu, serio to tylko świadczy o was. Dzisiaj spotkałam się z cudnym komentarzem na facebook. MISTRZOSTWO przez wielkie M. Zaczęło sie od komentarza, że rude to wredne, w pewnym momencie doszłam do komentarza typu „…jest wolność słowa, nie długo nie będzie mozna nic nie powiedzieć” SERIO !! ?? Naprawdę, jeśli ty osobo która to napisałaś uważasz, że mówienie iż ktoś jest wredny bo jest rudy, jest akceptowalne i wymówka w stylu bo jest”wolność słowa” jest na miejscu, to zapewniam cię, że mimo iż cię nie znam to wystarczyło, że przeczytałam twój komentarz i już wiem, że jesteś osobą zepsutą, wredną i na bank masz predyspozycje do obrabiania innym dupy w stylu” ale to tylko żarty”. Zresztą wiecie co ? To się tyczy was wszystkich, tych którzy mają takie denne wymówki i tym wszystkim, którzy mają tylko coś złego do powiedzenia, ogólnie hejterów. Ta NIENAWIŚĆ, ZŁOŚĆ, PLUCIE JADEM WYLEWA WAM SIĘ USZAMI. Jak was widzą tak was piszą. Potem nie bądźcie zdziwieni, że jeden napiszę, że społeczeństwo jest wredne itp. Ja dzięki internetowi nauczyłam się jak nie ufać ludziom( tak „om” bo w liczbie mnogiej zamienia się ą na om. To tak dla tych co wiecznie błędy znajdują tam gdzie ich nie ma). Tak odbiegając od tematu. Wkurwiają mnie ludzie, youtube, fb +13 lub, poprawiacze tylko”*który * ludziom” jak widze jakis komentarz, który ma jeden błąd i zaraz w komentarzach „kup słownik itp i te cholerne gwiazdki” to aż mnie jawna krew zalewa. Ludzie nawet potrafią się dowalić jak ktoś zrobi literówkę np: lutera, zamiast litera. I leci, że BŁĄD BŁĄD BŁĄD GWIAZDKA GWIAZDKA GWIAZDKA. Jak to widzę to……realna agresja. Może ktoś to pisze „po to żeby wiedział na przyszłość”, ale ja i tego nie toleruje, wkurwia mnie to i potrafię opierdolić. I słownie jak mnie ktoś poprawi też. Podsumowując, ciężko mi się jakoś „dopasować” do ludzi, ale nie umiem. Nie lubię ludzi w necie gnoić bez powodu, nie umiem być aż tak wredna i być aż tak jadliwa. Święta nie jestem, ale, patrząc na to wszystko wydaje mi się, że chyba jednak jestem. Ostatnio zastanawiałam się nawet czy jestem 100% Polką, właśnie z tych powyższych powodów. Może to złe, no ale… :/

PS: Sorka za błędy, ale pisałam na szybko z telefonu.

PS2: Powiem tak: Nie uważam, że wszyscy są ži. W gruncie rzeczy tak napisałam, że na bank wyszło na to, iż wszyscy tacy są,  bo w sumie ja miałam styczność z fatalnymi ludzmi, ale chodziło mi konkretnie o te „menty społeczne”.

 

Parlez-vous francais ?

Dodano 7 września 2015, w Bez kategorii, przez marsylia

Gdzieś z miesiąc temu zaczęłam chodzić na kurs francuskiego. Lekcje są raz w tygodniu po 1,5 godziny. Postanowiłam się go nauczyć biegle..no może nie biegle, ale tak, żeby się dogadać. Mam szczery zamiar zamieszkać we Francji, chciałabym na południu, wiadomo gdzie :) Możliwe, że będę sporadycznie jeździć na takie „mini wakacje”. To mogę powiedzieć, że teraz potrafię wszystko zrozumieć za pierwszym razem. W ogóle dziwna akcja, bo zauważyłam, że jakoś mam dużo lepszą pamięć. Zapamiętuje słówka błyskawicznie…dosłownie. Dostałam kartkę A4 z 45 słówkami do nauczenia. Ile się ich uczyłam ?  10 minut ! Tak w 10 min i jak się piszę i jak się czyta. Tak samo z odmianą avoir, etre, aller i innych, nawet takich których nie widziałam wcześniej na oczy :0 Tak pomyślałam, że to jest niemożliwe, bo chodząc do szkoły nie mogłam się w ogóle nauczyć, NIC. Chociaż nie powiem  jak to było z francuskim bo się nie uczyłam, ale powiem jak było z angielskiego. Dostałam do nauczenia 2 strony A5. 2 strony !! Ile się uczyłam ? Tydzień xD  Z gramatyki też nic. Zapamiętałam od razu, ale na moment. Za parę dni nie pamiętałam już. Nauczycielka francuskiego dała mi wspomnianą wcześniej stronę ze słówkami we wtorek. 2 tygodnie po tym znów mnie z nich spytała. Stwierdziła, że skoro je pamiętam, to musiałam je powtarzać. A taka była prawda, że jak się nauczyłam we wtorek to może tylko raz powtórzyłam po paru dniach. Pani stwierdziła, że jeśli rzeczywiście nie powtarzałam, to mam bardzo dobrą pamięć.  Mam nadzieje, że się uda i dam radę się nauczyć :D

 

Zmiany !

Dodano 7 września 2015, w Bez kategorii, przez marsylia

Postanowiłam zafundować sobie paznokcie żelowe. Szukałam z miesiąc odpowiedniej kosmetyczki, czy osoby która robi. W końcu okazało się, że moja znajoma ze szkoły robi świetne żele na formie. Postanowiłam się umówić. Na moją zgubę zaczęłam szukać opinii na temat żeli, tipsów, akryli. Co jest lepsze…dobrze bo znalazłam to co chciałam a z drugiej strony kiepsko bo wyczytałam opinie i doświadczenia własne innych. Do tej pory nie miałam pojęcia i nie interesowały mnie jakieś stylizacje paznokci, jedynie domowe malowanie i czasem obiło mi się o uszy o żelach czy akrylach. Wracając do opinii. Głównie odradzały, i przy okazji uzasadniali swoje wypowiedzi, które nie powiem.. zszokowały mnie. „Połamane żele razem z naturalnym, tragiczny stan paznokcia po zdjęcia żeli trudne do regeneracji, piłowanie do żywej skóry, miękkie paznokcie, połamane” Wiele jeszcze tego było :) No w każdym razie…zaczęłam mieć wątpliwości i już miałam odwołać wizytę. Stwierdziłam, że warto spróbować a to, że mam stosunkowo krótkie paznokcie, to jak się w razie czego złamią to…Teraz boję się, jaka tragedia wyjdzie po ich zdjęciu. Mogę patrzeć na flaki, nie wiem…rozbryzgany mózg, ale jak zobaczę złamaną kość wystającą z ciała, czy widoczne złamanie, to YHHHH KO-SZMAR. Tak samo z paznokciami. Jak czytam straszne historie i jest coś o „wyrywaniu paznokci” to BOŻE. Nie, nie, nieeee. Pół biedy kości, bo nigdy się nie połamałam i NIE zamierzam się połamać, ale dobrze wiem jak zareaguje jak nie daj Boże, połamie je sobie albo stanie się jakaś tragedia (ODPUKAĆ, TFU TFU), to ja wpadnę w realną histerię, dostanę jakiejś…nie wiem nawet jak to opisać. No….tragedia, zawał i płacz ja wycie do księżyca. Na razie spoko, podoba mi się, już myślę jakie następne zrobić :)

 

Najgorszy poniedziałek EVER !!

Dodano 7 września 2015, w Bez kategorii, przez marsylia

Nie będę tu szczędzić przekleństw, bo mało co mnie tak wnerwia jak to co się stało…. yhh, ale od początku. Byłam dzisiaj na kursie z francuskiego, wychodzę z samochodu, idę a tu po drodze spotykam grupkę tak pojebanych idiotów, że sama się dziwię.  Nagle jednego z nich…taki pedałek  zaczął komentować mój wygląd :/ Byli z nim jeszcze: nazista, trzy szmaty i jeszcze z dwóch chłopaków. Pedałka tak bardzo zafascynowałam, że nie mógł wytrzymać i zaczął zagadywać do kumpli, żeby to zobaczyli jaki to brzydal idzie. Na szczęście zdążyłam dojść do drzwi. Nagle usłyszałam taki zjebany rechot. Najbardziej mordę cieszyły 3 szmaciska. Takie typowe, co palą i chlają. No, ale trudno…niech się pośmieją jak tak mają ciężko w życiu. Miejscy bandyci i ich harem. Pozdrawiam środkowym palcem….YHHH jak przyjechałam do domu wstąpił we mniej diabeł. Wpadłam w taki szał…leciały bluzgi ojjj. Przy okazji idąc do auta już z powrotem, widziałam idące chodnikiem  dziewczyny. Z nerwów trzasnęłam drzwiami i przy okazji chyba nadłamałam paznokcia ;/ Dopiero co zrobiłam żele..ujj. No w każdym razie wracając do bluzgów. Leciało” szmaciska, dziwki, nazista, szmaty, śmieć, pedał, skurwiele”  i do tego chęć  pozabijania ich ( sprostuję: w żadnym wypadku nie zabiłabym ich, boję się wymiaru sprawiedliwości i ogólnej kary, czy to teraz czy pośmiertnie). Przykładowe:  wjechać w nich samochodem i jeszcze dobić, zamknąć im japy, strzelić z gnata w te głupie puste łby, zatłuc w ciemnym zaułku ( do dotyczyło dziewczyn) wbić nóż. Mi wystarczy, że o tym pomyśle i wywrzeszczę to powyższe na głos i od razu robi mi się lżej na duchu. Normalnie kamień z serca :)))) Z jednej strony teoretycznie człowiek nie powinien się czym przejmować, bo jeden się dopierdoli i zbeszta, a koło drugich się przejdzie i mają wyjebane. Ważne jest to, że mam wporzo znajomych. Widać oni nie są typem ludzi „kozak w necie pizda w świecie” potrafią bez skrupułów wylać nienawiść na drugiego człowieka. Już nie mówię tu o sobie, ale słyszałam o przypadku, że te kurewki dopierdzielały się…tak naprawdę dla zabawy, bogu ducha winnej dziewczyny. Widać się tak słabi, że żeby się poczuć lepiej wyżywają się na innych. Chociaż wydaje mi się, że te „chłoptasie” będąc w pojedynkę spotkaliby 2 metrowego osiłka, to srali by w gacie. Ciekawe czy byliby mocni w gębie jakby ich ofiara szła z takim osiłkiem. Nie wydaje mi się… Tak prawda wiecie. Teraz głównie młodzież, taka 13-20 lat  jest tak niedojebana, że szok (oczywiście nie wszyscy, znam wielu normalnych). Nie mają co robić, to głupoty robią. Do nauki, a nie „hejty” w necie. Te wasze wylewane żalę w tej postaci…życia wam nie zmienią. Robicie się jeszcze bardziej znerwicowani tylk0. „Idź się zabij” „Jesteś paskudna” „Jesteś rudy, nie znajdziesz nikogo itp. itd. ”  ”Tłuścioch, wieloryb” itpp itddddddd Można wymieniać aż braknie nocy, ALE skoro was tak denerwują  i pałacie nienawiścią do rudych, grubych, wychudzonych, brzydkim, niskim….to dlaczego na ulicy widząc taką osobę nie zabijecie jej lub nie zranicie w sposób fizyczny ? Brak odwagi, właśnie…Kończy się na hejtach, a te wasze hejty życia wam nie odmienią, nagle nie wyginą osoby które wam nie odpowiadają i zostaną piękni, idealni. Zdarzają się tacy ludzie jak ci których opisałam, ale oni normalni nie są… Może nie jesteście świadomi tego, że są osoby, które mają na te wasze żale wyjebane i się z tego śmieją. Robicie z siebie tylko pośmiewisko. Też jestem upierdliwa i mam do wielu ludzi „wąty”, ale  potrafię się opanować i chociaż  wiem, że mogłabym nabluzgać innym, ale tego nie robię. Sama nie wiem czemu. Może nie lubię wdawać się w zbędne dyskusje…Yhhhh człowiek się wywrzeszczał, ale ulga (y)

 

Prawo jazdy i samochody cz.2

Dodano 16 czerwca 2015, w Bez kategorii, przez marsylia

Zdałam egzamin i odebrałam papiery, kiedy to było, jakaś zamierzchła przeszłość. Po tym jak zdałam jeździłam autem taty. Trochę taka furmanka, ciężko było…parkowanie nawet szło. Tak gdzieś od listopada lub grudnia zaczęliśmy szukać samochodu dla mnie. W ogóle po drodze okazało się, że nie mogę mieć jednak mojego wymarzonego autka (peugeot 406, wiadoomo (y) ) :(((( No i musiałam poszukać jakiegoś innego, ale musiało to być ono sporo mniejsze, koniecznie francuskie.Skoro musiałam zrezygnować z tamtego to chciałam mieć chociaż francuskie. Padały różne opcje: Citroen c4, Peugeot 107, Opel astra, VW Golf ( o mało co a musiałam bym kupić VW, bo mój tata znów jest pasjonatem niemieckich samochodów), oraz ten który wygrał casting. Panie i Panowie oto….Peugeot 206. Jak już padło, że na pewno ten to już było z górki. Jeśli się znalazło to trzeba było kawał jechać, kiedy później się okazało, że nie wyglądał tak jak na zdjęciu, ale np. był wadliwy, albo strasznie zgnojony. A ! i ta wersja koniecznie miała być bez czarnych wstawek. No cóż… zaczęłam szukać ofert w okolicy pracy mojego taty. I znalazł się. Był sprowadzony z Francji, ale od prywatnej osoby. Miał dwóch konkurentów, ale ten okaz okazał się najbardziej atrakcyjny. Dopiero jak go kupiliśmy to okazało się, że poprzednią właścicielką była jakaś kobieta która mieszkała, UWAGA UWAGA, na południu Francji, nie daleko Marsylii. No ja byłam w szoku, bo tego to się nie spodziewałam. Szczerze i realnie. Prawdę mówiąc jak zwieźli go do domu to jakoś mi się tak nie podobał jak na zdjęciu. Można powiedzieć trochę się bałam, że mi w ogóle nie przypadnie, a wręcz odpadnie. Następnego dnia, jak został spersonalizowany według moich oczekiwać podobał mi się dużo bardziej. Po kilku jazdach stwierdziłam, że jest idealny i taki fajniutki malutki. A teraz to już całkiem, jeździ mi się nim dużo lepiej niż taty autem. Teraz tak z biegiem czasu myśląc o tym, że chciałam wybrać 406, to prawdo mówiąc…dobrze, że się na niego nie zaparłam, bo prawdopodobnie bym tego potem srogo żałowała.. ( w sumie stwierdziłam to podczas poszukiwać 206) Głownie to chodzi o :ułatwienie sobie życia”, bo 100 razy lepiej manewruje się czymś małym niż mega dużym. Jak na odwal ustawie siedzenie, to nie dość, że gówno widzę to i jeszcze mnie nie widać hahah ^^ Tak mój chłopak hahaha

Peugeot 206, wersja 4 drzwi XBOX 360

http://www.forum-auto.com/les-clubs/peugeot-206-207/sujet381254.htm

 

Nadeszło lato i chęć zmian ;D

Dodano 16 czerwca 2015, w Bez kategorii, przez marsylia

Wraz z nadejściem lata stwierdziłam, że w to lato MUSZĘ, ale to MUSZĘ się opalić. Do tej pory każdy słoneczny i ciepły dzień wykorzystuje na opalanie. Jeżdżę  na plaże, opalam się na tarasie tylko szkoda, że jakoś nie mogę długo wytrzymać na słońcu. Jedynie koło 2 godzin. Nie mam siły leżeć bo czasem czuje jakbym się smażyła na patelni. Czasem nie wytrzymuje, ale jakoś dalej ciągnę. Najpierw opalałam się na wodę, bez filtrów…możliwe, że bardzo ryzykowałam ;/ No ale trudno stwierdziłam, że lepiej jednak kupić jakiś krem z mocnym filtrem. No i spoko, zaraz w pierwszy słoneczny dzień poszłam się opalać, leżałam najdłużej jak się da….chwyciło, zrobiłam się czerwona….NIE. Czytałam jak niektórzy pisali, że po dwóch godzinach już są mocno czerwoni, a ja nawet się nie zarumieniłam. Trochę żal, bo…. no nie wiem. Miałam 3 sesje opalania od 1,5 do 2,5 godzin dziennie ( oczywiście jak było słonce i ciepło wiadomo) i nic. Zrażona stwierdziłam, że kupie jakiś turbo przyśpieszacz opalania. W sumie nie wiem czy zadziała, bo użyłam go dwa razy i chyba źle. Na następny raz jak będzie pogoda pewna cały dzień mocny upał to spróbuje jakoś inaczej go użyć. Śmieszna wymiana zdań zaszła w niedziele między mną a tatą.  Powiedział: Uważaj żebyś się nie spaliła zaraz ( opalałam się gdzieś może godzinę…) Na to ja: Ta…spalę, chyba ze wstydu. Hahaha no cóż, taka prawda. Jak byłam młodsza podobno potrafiłam się opalić ekspresowo. A teraz ? Może to dlatego, że za mało przebywam na słońcu, chociaż  będąc na plaży przeleżałam 3 godziny i w między czasie byłam w wodzie, i tak nic z tego. Prędzej, albo się za bardzo napromieniuje, albo dostane udaru, albo raka( tfu tfu odpukać w niemalowane ;) ) Albo z wiekiem już nie mam takiej predyspozycji do opalania. Moja mama nie może się opalić a jak już to lekko ręce i okolice szyi. Chyba zbyt późno wzięłam sobie za cel mocne opalenie. Ahhh, wgl chciałam bym być taka meeega opalona, a z drugiej strony nie jestem aż tak bardzo zdesperowana. Jakoś nie bardzo podoba mi się bladość, zawsze jak widziałam dziewczyny, które wyglądały jakby były lekko opalone to im zazdrościłam. Taki mój mały feler xD

 

  • RSS